niedziela, 2 września 2012

narodziny


2011/04/23 09:21:15

Nasz Synek przyszedł na świat 10 listopada 2010 roku. Był to bardzo ciepły jak na listopad dzień. Było chyba 10 stopni na plusie i słonecznie nawet. Termin mieliśmy wyznaczony na 12 listopada, ale lekarz nam powiedział, że powinniśmy być przygotowani 2 tygodnie przed i do 2 tygodni po. Wiec walizka spakowana była już pod koniec października. Walizka z ubrankami, pieluszkami, maściami,butelkami i tego typu rzeczami.
Jasiek w brzuszku na 3 tygodnie przed narodzinami. 19 października 2010

Pamiętam, że właśnie kończyłem pracę, była godzina chyba 16:30 gdy dostałem SMS do Renaty żebym kupił jakiegoś "chińczyka" jak będę wracał. Bo ma ochotę". Następny dzień to 11 listopada, więc święto. Czyli wiedziałem, że będziemy odpoczywać. Następny SMS był chyba 16:52 i brzmiał "Pablo wracaj bo coś się dzieje" No i się  zaczęło. Cała Grójecka zakorkowana. Taksówki nie ma co brać - lepiej tramwaj. Prosto przez centrum, most i koło stadionu wysiąść. Dzwonie w międzyczasie do Renaty, zastanawiam się czy w ogóle odbierze i czy się nie skręca z bólu. Odbiera telefon i słyszę
-" A nieeee, spokojnie. Przyjedziesz to się spakujemy i pojedziemy do szpitala, bo chyba się zaczyna coś dziać. Mamy jeszcze jakieś kilka godzin. Spokojnie "
Przyjechałem to od razu wsiedliśmy w taksówkę i pojechaliśmy na porodówkę. Pożartowaliśmy z taksiarzem w drodzę.

Było całkiem spokojnie. Zupełnie inny obraz  niż te które znałem z filmów. Że niby dostajesz telefon i żona właśnie w tym momencie rodzi.Tobie lecą kluczyki z rąk i tak dalej. To nieprawda. Poród od pierwszych skurczów do akcji porodowej może trwać kilka dobrych godzin. Wiec zanim żona zadzwoni do Ciebie i powie, że "coś się dzieje" to nie musisz się stresować, że nie zdążysz. Spokojnie zdążycie pojechać na porodówkę i jeszcze może się okazać, że położna odeśle was z powrotem do domu, bo będzie "za daleko"

U nas na szczęście nie było paniki. Spokojnie wróciłem do domu. Wsiedliśmy w taksówkę. Zameldowaliśmy się na izbie przyjęć, Rene zrobiła wszystkie badania. I faktycznie położne stwierdziły, że "coś się dzieje" Trwało to wszystko chyba ze 2 godziny. USG, KTG, kroplówka. No i jeszcze w kolejka dziewczyn które były przed nami. My mieliśmy ustalone cesarskie cięcie z ordynatorem oddziału to nas skierowano nas prosto na porodówkę.

Przygotowanie do porodu trwało może 30 minut. Z tego co pamiętam około 21 Rene była gotowa do cięcia. A, że w chwili gdy wjechała na porodówkę już trwały jakieś akcje u innych dziewczyn, jej kolejka wskoczyła około 11. Pozwolono mi siedzieć na korytarzu i czekać aż się urodzi maluch. Nie mogłem wejść na sale.

O 23:35 10 listopada 2010 przyszedł na świat przez cesarskie cięcie nasz synek Jan Dymitr.
Jaś. Przy porodzie dostał 10 pkt Apgar, ważył 3550 i miał 56 cm wzrostu
Dla mnie sam poród nie był stresujący. Prawie tak jakby ktoś nam powiedział "Zgłoście się w piątek o 16 na poród" a 3 godziny później było po wszystkim.

Niestety dla Rene nie było to takie proste i łatwe. Nawet nie chce tego wspominać.

"Wyobraź sobie, że ktoś ci rozcina brzuch i wyjmuje dziecko. Masz znieczulenie ale i tak wiesz co się dzieje, czujesz jak cie dotykają. Na dodatek wszystko odbijało się w lampie nad stołem..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz