sobota, 20 października 2012

krótka retrospektywa ;]


czwartek, 12 maja 2011, 23:30

Blog zaczynam pisać w momencie kiedy Jaś ma pół roku. Myślę  że z czasem będzie to blog o całej rodzinie, gdzie i Rene będzie też wrzucała swoje wpisy.
Mamy za sobą już wiele rzeczy które związane są z wyrastaniem z etapu noworodkowego i niemowlęcego. Przeżyliśmy we Trójkę już szczepienia, kolki, ząbkowanie, przeziębienie, pierwszy uśmiech i wiele innych pierwszych razów Jaśka ;]
Kąpiele
Założyliśmy sobie z Rene, że będziemy bardzo pilnować porządku dnia dla Jaśka. Mają być pory na karmienie,pory odpoczynku,pory na zabawę i spacer. Kąpiel też ma być zawsze o tej samej godzinie. Do tego musi to być czas wyciszenia, czyli przygaszone światło, bez tv, tylko spokojna muzyka, najlepiej jakiś Mozart ( ;/ ). Tego się trzymamy do tej pory. Cieszyliśmy się z Rene, że Jasiek lubi wodę i lubi się kąpać, że nie jest to powód do płaczu i marudzenia. Płytą która dość często leci do tej pory podczas kąpieli Jaśka jest "Black Sands" Bonobo. Oboje lubimy ten album zresztą ;]
Przekonałem się też jak trudno jest samemu wykąpać dziecko. Okazało się też, że noworodka nie da się złapać tak od spodu, żeby umyć mu plecki jak to pokazują wszystkie poradniki w internecie pt "jak kąpać dziecko" bo nie trzymam główki.

Jedno z pierwszych zdjeć. Jeszcze był luz w wanience ;]

Kolki
Przeżyliśmy je jakoś. Szukaliśmy jakiegoś rozwiązania czy leku który by trochę ulżył Jaśkowi i nam przy okazji. Stosowaliśmy po kolei espumisan w kropelkach, potem infakol, potem gripewater i na konću chyba bobotic. Wszystkiego nie zdążyliśmy zużyć. Okazywało się po prostu, że jedno nie działa to szliśmy po następne. Gripwater do tej pory stoi prawie cała butla w szafce. Czasem było ciężko. Dziecko nam płakało wniebogłosy a my się zastanawiamy czy dać mu gripwater, infakol czy bobotic. Czy też może ściągać po znajomych jakichś niemiecki specyfik- ponoć rewelacyjnie działający. Skoro już nic nie działa. W końcu pani magister z apteki do której biegałem po  kropelki powiedziała mi, że :
-    z tymi kolkami to albo się trafi, albo trzeba przeczekać.
O mamo! A ja miałem nadzieję, że w końcu jakiś specifik znajdziemy I się skończą nasze męki we trójkę.



Na pewno naszemu Jaśkowi pomagało noszenie “na samolocik”. W ogóle noszenie na rekach go szybko dość uspokaja. Więc Rene czasem ręce odpadały.  Odkryliśmy też, że lubi jak się go kładzie na brzuszku I kelpie lekko po tyłeczku. Może tam jakoś ten brzuszek był masowany ? I tak naprawdę niezawodna z pośród wszystkich tutaj wymienionych leków, i najlepiej działająca była SUSZARKA ! “Przyjaciółka suszarka” robiła cuda w 2 minuty.
Dziecku wiało ciepłe powietrze na brzuszek, wiec była jakaś ulga. A dodatkowo szumiało mu, wiec szybko zasypiał.
Moje szczęście jest takie, że gdy wracałem do domu z pracy zazwyczaj Jasiek już miał dobry humor. Na co Rene zawsze mówiła, że to nie sprawiedliwe bo ona siedzi cały dzień z płaczącym dzieckiem , a gdy ja wracam Jasiek już się uśmiecha bo akurat około 18 wszystko wracało do normy.
Teraz z perspektywy czasu myślę, że nie było tragedii z tymi kolkami. Trochę Jaśka męczyły ale dało się przeżyć. Nie tak jak sie słyszy u niektórych mam.

Krzywa główka
Jasiek urodził się poprzez cesarskie cięcie. Pośladkowe ułożenie Jaśka w brzuszku było podstawą do cesarki. Z powodu też tego ułożenia główka Jaśka została zniekształcona w czasie ciąży. Jasiek rósł,rósł i rósł a kiedy była pora na to żeby się odwrócić głową w doł, do wyjścia, to niestety tego nie zrobił i został główka do góry. Tam gdzie główka dociskała do ścianki brzucha zrobiło się płaskie odgniecenie. Prawa tylna część głowy byłą płaska jak lotnisko ;/ Gdy to zobaczyłem, to byłem przerażony. Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy, to czy kość czaszki nie ugniata mózgu. Otuchą były reakcję położnych na porodówce.
- O, krzywa główka ;]
- Aaa. Jasiek - ten co od krzywej główki.
Generalnie nie było to nic nadzwyczajnego dla nich. Norma. Zdarzają się chyba często takie dzieci i chyba nie jest to groźne. Co się później potwierdziło gdy o to zapytałem i lekarzy i położne.
-Wyrośnie. Może jakaś mała rehabilitacja. Nie ma się o co martwić.
Później pielęgniarka środowiskowa zaleciła nam podkładanie coś pod główkę, tak, żeby leżał równo, lub kładzenie go na drugim boku. Pediatra natomiast nic nie zalecała.
-Obserwować. / !!!? /
Po czasie się okazało, że gdybyśmy wtedy wylądowali u rehabilitantki z tą główką, to wyrównywanie jej znacznie by przyspieszyło. Opierniczyła nas
-Żadna obserwacja, trzeba działać. Gdybyście od razu przyszli to pewnie byłaby już prosta a tak to jeszcze z pół roku trzeba będzie teraz pracować
Pracujemy. Poprawiamy ją co chwila, kładziemy na drugim boku, podkładamy ręczniczki, ale kość czaszki teraz jest już coraz twardsza, wiec leczenie się wydłuża. Na szczęście widać rezultaty i faktycznie lotnisko z tyłu ginie ;]
Atopy
Jakieś 2 miesiące po narodzinach, w momencie kiedy Jasiek męczył się z kolkami zaczęły się pojawiać pierwsze wysypki u Jaśka. Na początku w zgięciach na rączkach, nóżkach i na szyjce. Wtedy myślałem, że to dość normalne, pachwina - więc wentylacja powietrza jest mniejsza, a skórka dziecka delikatna to się zaczerwieniła. Skończyła się niestety radość z kąpieli.
Więc wizyta u pediatry.
Diagnoza była taka, że dziecko jest alergiczne. Zmiana mleka na hipoalergiczne – Nutramigen i do tego pranie ubranek w proszku dla dzieci alergicznych. /Jaki ten nutramigen okropny –  tak jakby ze słodkiej kaszki przejść na jedzenie mdłych chipsów /
Ale mleko nie pomogło a zmiany się roznosiły i powiększały. Dodatkowo skóra miejscowo się robiła sucha i twarda. Więc nasz pediatra dołożył nam jeszcze natłuszczanie maścią cholesterolową....
Przy trzeciej wizycie była zmiana składu maści i przepisany jeszcze fenistil w płynie ponieważ dziecko zaczęło się drapać.
Niestety i po tych zmianach nie nastąpił żadna rewolucja w leczeniu dziecka. Pani pediatra stwierdziła, że dziecko ma alergię na coś a dziecko jest za małe na testy alergologiczne więc nie możemy na razie nic zrobić, poza tym co robimy. Takie działanie po omacku. Stwierdziliśmy, że czas chyba iść do prywatnego lekarza.
Wykupiliśmy Jaśkowi abonament w prywatnej przychodni i zapisaliśmy się do dermatologa. Na wizytę chyba czekaliśmy z miesiąc. Pani bardzo miła, powiedziała nam, że dziecko ma Atopowe Zapalenie Skóry, w skrócie AZS i że 90 % dzieci wychodzi z tego do 2 roku życia i dała nam jakieś sterydy na AZS
Chyba nie będę się rozpisywał na temat wszystkich naszych wizyt u lekarzy i co od nich usłyszeliśmy. Po każdej z tych wizyt zostawał nam nowy zestaw kremów i maści. Ostatnia wizyta była ciekawa. Otóż od pewnej pani ordynator usłyszeliśmy, że nasza choroba to nie nasza choroba, i że zamiast go leczyć to mu szkodziliśmy, bo taką akurat mieliśmy metodę leczenia i leki takie a nie inne. Pani znalazła Łojotokowe Zapalenie skóry u Jaśka I zabroniła nam natłuszczać Jaśka cześciej niż 2 razydziennie. Porady tej pani spowodowały, że jakiś tydzień później wylądowaliśmy w szpitalu / o czym będzie w osobnym poście /
AZS swędzi. Rączka Jaśka w najgorszym momencie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz