sobota, 20 października 2012

porodówka ...


wtorek, 26 kwietnia 2011, 17:49
Pierwsze wrażenie
O tyle ile sama porodówka to była elegancja-francja to już sala na której leżą matki i dochodzą do siebie to już co innego. Faktycznie trafiliśmy na moment przed remontem i cala organizacja szpitala położniczego była w rozsypce. Za oknem  rusztowania, na oddziale bałagan, na sali żarówka 100-tka bez klosza pod sufitem. Zapalona przez całą noc. Lamperia z farby olejnej do wysokości 1,5m. Niby Rene leżała na oddziale tylko 3 dni to i tak było to meczące dla niej. Ja zaś nie wyobrażałem sobie, jak kobieta po operacji będzie może po 3 dniach się podnieść. Jak się okazało już drugiego dnia chodziła.

Co musiał Tata?
Musiał zobaczyć i wziąć na ręce synka.
Image Hosted by ImageShack.us
A dlaczego ?
Ponieważ zaraz po porodzie zabrano Jaśka od Rene i oddali do opieki położnym. Przy normalnym porodzie dziecko oddaje się matce , kładzie na piersi. Taki maluch podświadomie zaczyna ssać pierś matki. To go uspokaja a przy okazji pobudza do pracy pierś.
Widok małego Jasia który płacze i nerwowo ssie palec w gumowej rękawiczce młodej pielęgniarki był okropny. Serce się krajało i łzy same cisnęły do oczu. Był to widok naprawdę przygnębiający dla świeżo upieczonego ojca.

Ojcowie
Facetów którzy przychodzili na oddział poporodowy podzieliłem sobie na 2 grupy. Widać było wyraźnie tych którzy odbierają kolejne dziecko i tych co właśnie stali się ojcami. Ojciec z większym stażem podchodzi do porodu rzeczowo. Wie co jest potrzebne matce i dziecku. Zna dokładnie swoje miejsce i działają według potrzeb. Panowie którym urodziło się pierwszy raz dziecko podzieliłem na dwie kategorie. Albo tych w euforii albo tych w szoku. Ci w euforii chcieli pomoc za bardzo, wszędzie było ich pełno, mówili dużo i byli bardzo przejęci.
Ci w szoku natomiast nie bardzo potrafili się odnaleźć w sytuacji. Nie wiedzieli o co pytać żony czy dziewczyny. Unikali tematu dziecka i porodu, a już nie mowie o tym, żeby wziąć dziecko na ręce.
Wreszcie powrót do domu
Tak czy owak, oddział poporodowy to nieprzyjemne miejsce i chcieliśmy się jak najszybciej znaleźć we trojkę w domu.
Wróciliśmy taksówką - szczęśliwa rodzina. Jasiek jeszcze świata na oczy nie widział. A  taksiarz już nas naciągnął.
Tak to się zaczyna cała historia Jankowa ;] Mam nadzieję, że będzie bardzo długa i bardzo szczęśliwa. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz